Bohaterscy strażacy uratowali życie

Bohaterscy strażacy uratowali życie

Miłosławscy strażacy uratowali życie swojemu koledze. Mimo że zasługują na miano bohaterów, nie czują się nimi. – Zrobiliśmy, co było trzeba – mówią po prostu.

Podczas zebrania sprawozdawczego OSP Miłosław, 18 stycznia, w sali widowiskowej ośrodka kultury na pierwszym piętrze pojawiło się ponad 60 druhów. Wśród nich nie mogło zabraknąć Macieja Wrzesińskiego. Wicenaczelnik miał za zadanie poprowadzić ceremoniał wstąpienia w szeregi jednostki 10 dziewczyn.
Początkowo wszystko szło zgodnie z planem. Po wprowadzeniu sztandaru prowadzący donośnym głosem podał komendę: „do przyrzeczenia”, a chwilę później: „do pasowania”.
Nagle, w czasie uroczystego aktu pasowania na strażaków, przewrócił się na podłogę. Koledzy natychmiast pospieszyli 52-letniemu M. Wrzesińskiemu z pomocą. Wyglądało na typowe zasłabnięcie. – To chyba wszystko z przejęcia. Dziewczyny będą miały co wspominać – stwierdzili niektórzy druhowie.
Wrzesiński został wyprowadzony z sali. Był przytomny, więc zdecydowano się na kontynuowanie zebrania. Grupie strażaków wręczono medale za długoletnią służbę. Odznaczenie za wysługę 25 lat odebrali m.in. Mieczysław Stróżyk i Błażej Rogaliński.
Kolejnym punktem programu było sprawozdanie prezesa Piotra Trawińskiego i skarbnika M. Stróżyka. Jednak to nie tematyka prowadzonych rozmów sprawiła, że tegoroczne zebranie pozostanie na długo w pamięci strażaków.
Z czasem na salę dotarła informacja, że na parterze trwa reanimacja Macieja Wrzesińskiego. Przez blisko piętnaście minut, czyli do czasu przybycia karetki, prowadziło ją czworo druhów: Joanna Olek, Marcin Kaczmarek, Łukasz Barczak i Andrzej Metler.
Po przybyciu na miejsce lekarza przystąpiono do reanimacji przy użyciu defibrylatora. Akcja reanimacyjna trwała kolejne dziesięć minut. Zakończyła się sukcesem.
Po przywróceniu funkcji życiowych wicenaczelnik został błyskawicznie przewieziony do szpitala we Wrześni. Cały czas musiał być podłączony do respiratora, na miejscu wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej. Przebywał w niej do 20 stycznia.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że przyczyną zasłabnięcia był rozległy zawał. Stan M. Wrzesińskiego wciąż jest poważny, ale jego życiu na szczęście nie zagraża już niebezpieczeństwo.
Dodajmy, że przybyły na miejsce lekarz karetki pogotowia nie ukrywał, że gdyby nie błyskawiczna akcja reanimacyjna podjęta przez strażaków, mężczyzna prawdopodobnie by nie przeżył.
– Troje z nas po raz pierwszy wykorzystało zdobytą wiedzę na szkoleniach w praktyce – przyznaje J. Olek. – Nie myślałam o tym, że coś może się nie udać, nie denerwowałam się.
– W moim życiu była to trzecia reanimacja. Przy tej ostatniej, chcąc nie chcąc, było trochę emocji, bo ratowałem przyjaciela – mówi A. Metler.
Strażacy, mimo że dzięki własnym umiejętnościom i determinacji uratowali ludzkie życie, nie czują się bohaterami. Podkreślają, że zrobili to, do czego ich przez lata szkolono.
– Daliśmy radę i to bardzo cieszy. Nie czujemy się żadnymi bohaterami – stwierdza M. Kaczmarek.
– Strażacy są od tego, żeby pomagać i ratować ludzkie życie – dodaje Ł. Barczak.
– Jestem bardzo dumny ze swoich podopiecznych – podkreśla P. Trawiński. Wspomina słaby wynik swoich podopiecznych podczas zawodów ratownictwa w Białym Piątkowie. – Życie pokazało, że strażacy są dobrze wyszkoleni. (kul)

 

Źródło: http://wrzesnia.info.pl/

Dołącz do nas
Google+