; Nasza historia - Ochotnicza Straż Pożarna w Żółwinie - Strefa Druha - www.osp.com.pl

KRÓTKA HISTORIA OSP W ŻÓŁWINIE

Historia polskiej wsi byłaby uboga, gdyby nie Ochotnicze Straże Pożarne. OSP to nie tylko gaszenie pożarów, ale także akcje społeczne, imprezy sportowe, wspólna zabawa "na dechach". Żółwińska OSP obchodzi jubileusz 50-lecia.

- W 1964 r. przyprowadziłem do Żółwina angielską ciężarówkę Bedford. Pojechałem po nią do jednostki OSP pod Błoniem, która otrzymała nowy wóz. W baku były resztki paliwa i w Brwinowie Bedford stanął. Pomógł mi kolega jadący za mną innym samochodem. Ściągnęliśmy ciężarówkę do drewnianego garażu, potem ją remontowaliśmy – wspomina Andrzej Frej, członek pierwszego, powołanego w 1962 r., Zarządu Ochotniczej Straży Pożarnej w Żółwinie.

Żółwińską OSP założono w starym drewnianym budynku szkoły (obecnym domu mieszkalnym obok Zespołu Szkół). Andrzej Frej pamięta, że głównym pomysłodawcą powołania jednostki był kierownik Szkoły Podstawowej Józef Owczarek, który przyjechał do Żółwina w 1949 r. To jedna z najbardziej zasłużonych osób w historii naszej wsi.

Pierwszy strażak Żółwina

Obecny prezes OSP, 26-letni Karol Zakrzewski, poszukując przed jubileuszem 50-lecia jednostki materiałów, dotarł do wnuczki jednego z założycieli straży Władysława Makowskiego. Okazało się, że jest ona w posiadaniu bezcennych dla OSP dokumentów. Wśród nich są prawdziwe białe kruki - brudnopis życiorysu Józefa Owczarka oraz przedwojenny odpis wniosku Zarządu Okręgowej Straży Pożarnej w Sochaczewie o odznaczenie Józefa Owczarka Srebrnym Krzyżem Zasługi – otrzymał go w marcu 1938 r.

"W okresie swojej 30-letniej pracy nauczycielskiej na terenie powiatu sochaczewskiego brałem czynny udział w życiu społecznym. Pracując na wsi, organizowałem Kółka Rolnicze i Ochotnicze Straże Pożarne. Pełniłem długoletnią funkcję sekretarza, a później wiceprzewodniczącego, a po wyzwoleniu przewodniczącego Oddziału Powiatowego Ochotniczej Straży Pożarnej Sochaczew, a jednocześnie byłem delegatem do Rady Wojewódzkiej Straży Pożarnych w Warszawie" – napisał Józef Owczarek, który wstąpił do straży w 1928 r. To on został pierwszym prezesem Zarządu OSP w Żółwinie.

- To był bardzo dobry chłop, zaangażowany i tolerancyjny. Odwiedzaliśmy go, gdy był już na emeryturze, w domu na Piaskowej w Grodzisku – wspomina Aleksander Krzemiński, były naczelnik żółwińskiej OSP.

Egzamin strażacki

Aleksander Krzemiński pamięta początki straży w naszej wsi. Zanim powstała OSP, w Żółwinie działał Terenowy Oddział Samoobrony (TOS), wchodzący w struktury obrony cywilnej kraju. TOS-owcy ćwiczyli odpieranie ataków gazowych, gaszenie pożarów. Na zbiórki zbierali się w szkole. To oni byli pierwszymi członkami OSP.

- Byłem dobrze przygotowany do działania w OSP – podkreśla Aleksander Krzemiński. – Należałem do TOS-u, a także do straży w pruszkowskim "Porcelicie", w którym pracowałem. Zdałem tam egzamin strażacki pierwszego stopnia.

Pierwszym naczelnikiem OSP był Józef Morawski, pracownik Państwowej Straży Pożarnej w Pruszkowie. To pomagało w zdobyciu sprzętu. Aleksander Krzemiński dobrze pamięta Bedforda: - To był czerwony elegancki wóz dostosowany do pożarnictwa, miał cały sprzęt gaśniczy. Długo nim jeździliśmy do pożarów.

Najpilniejszym problemem po utworzeniu OSP było znalezienie dla niej miejsca. Dzięki staraniom Franciszka Kuracha i Stanisława Bińkowskiego Zakład Badawczy Jedwabiu Naturalnego w Żółwinie (miał siedzibę w pałacu) wydzielił straży działkę o powierzchni ponad czterech tysięcy metrów kwadratowych na rogu Nadarzyńskiej i Kasztanowej. Tam urządzono prowizoryczny garaż i siedzibę. Budowa remizy i garaży wymagała wielkiego wysiłku. Powołano specjalny komitet, który zajął się zbieraniem pieniędzy na ten cel.

Zabawa na dechach

Pierwsze zebrane od mieszkańców Żółwina pieniądze przeznaczono na urządzenie drewnianego podestu, czyli tzw. dech, na których organizowano dobrze znane wielu mieszkańcom zabawy taneczne i loterie. Wstęp na zabawy był płatny – biletami były wydzierane z zeszytu kawałki kartki ze stemplem OSP - aby je było łatwiej oderwać, "dziurkowano" wcześniej kartki igłą.

- Dechy stały pod wierzbą – wspomina Aleksander Krzemiński. Oświetleniem miejsca zabawy zajmował się Andrzej Frej, z zawodu elektryk.

W odnalezionych przez Karola Zakrzewskiego starych zeszytach można natrafić na ślady dawnych zabaw na dechach. Oto rozliczenie pieniędzy za bilety z zabawy urządzonej 30 maja 1971 r.: "Za bilety zebrano sumę 1786 zł., z których wypłacono orkiestrze 1200 zł. Czystego dochodu przekazano dla gospodarza OSP Żółwin ob. Makowskiego Władysława sumę 586 zł". Tydzień wcześniej dochód z biletów wyniósł 355 zł, do tego doszło 618 złotych zysku "za bufet" uzyskanego "ze sprzedaży piwa i oranżady".

- Poza zabawami organizowaliśmy loterie – mówi Aleksander Krzemiński. – Jeździło się furmankami po wsiach, od domu do domu, i zbierało fanty. Jeden dał jakiś spodek, drugi kurę… Pewien gospodarz oddał nam owcę ze swej owczarni. Z tych loterii było zawsze parę groszy. Nie mieliśmy za bardzo finansowania, a wciąż czegoś potrzebowaliśmy – a to keramzytu, a to pustaków.

Remiza w czynie

Za robociznę nie płacono, bo remizę i garaże strażacy budowali w czynie społecznym. Wśród nich byli fachowcy: murarze, cieśle, elektrycy. W pożółkłych zeszytach zapisano, kto budował żółwińską straż. Odnajduję zapisy odnoszące się do Aleksandra Krzemińskiego z 1972 r. "Postawienie stropu – 16 godzin". A potem jeszcze 62 godziny prac społecznych w tym samym roku.

- Najbardziej przy budowie zasłużył się Władek Makowski, sam trudnił się murarką, organizował pracę – mówi Aleksander Krzemiński. Przy nazwisku Makowskiego w zeszycie zatytułowanym "Obecność druhów przy budowie Domu Strażaka" dokumentującym pracę społeczną strażaków jest wiele wpisów – betonował strop, stawiał mury, przywoził tregry, "załatwiał" cement i keramzyt w Mszczonowie…

Budowa – z braku pieniędzy i materiałów – ciągnęła się latami, lecz w końcu strażacy uzyskali solidną siedzibę i garaże. Zabawy mogły odbywać się nie tylko pod gołym niebem, ale także w remizie, którą mieszkańcy wynajmowali na wesela.

Do akcji

Angielski Bedford był pierwszym wozem strażackim żółwińskiej OSP. W 1966 r. jednostka otrzymała starą ciężarówkę Lublin, którą przerobiono na wyposażony w zbiornik na wodę i motopompę wóz bojowy. W latach 70. OSP zasiliły dwa wozy bojowe Star 25, zaś w 1998 r. Star 200 GBAM. Dumą jednostki jest nabyty w 2008 ciężki wóz bojowy MAN.

Żółwińscy strażacy biorą udział akcjach nie tylko w naszej wsi i gminie, ale także innych częściach powiatu pruszkowskiego. Gaszą pożary trawy, zabudowań i wielkich obiektów - hal centrum handlu hurtowego w Wólce Kosowskiej i motelu "Baron" w Nadarzynie. Pomagali żółwianianom w 2010 i 2011 r., gdy wezbrana woda zalewała ich posesje i domy.

W 1998 r. Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej włączył OSP Żółwin do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Nasi strażacy ratowali powodzian w 1997 r. w Zwoleniu, zaś w 2010 r. - w Przęsławicach w powiecie sochaczewskim. W tym samym powiecie, z którego pochodził twórca naszej straży – Józef Owczarek.

Jak najwięcej druhów

Żółwińska OSP liczy 39 druhów. Jej naczelnikiem jest 37-letni Jarosław Prusak, przedstawiciel najbardziej strażackiej rodziny w naszej wsi. Tomasz Prusak znalazł się w składzie pierwszego zarządu OSP, Antoni Prusak był naczelnikiem, w czynie społecznym obiekty OSP budowali także: Bogdan Prusak, Jan Prusak, Jerzy Prusak, Stefan Prusak, Waldemar Prusak. Jarosław Prusak zna remizę od dziecka, zapisał się do młodzieżowej drużyny pożarniczej, gdy miał 12 lat.

Naczelnik wspólnie z prezesem Karolem Zakrzewskim troszczą się o historię OSP. Jednostka z okazji 50-lecia doczeka się kroniki i książeczki opisującej dzieje żółwińskiej straży. Jednak o losie OSP zadecyduje przyszłość. Jarosława Prusaka martwi przede wszystkim stan dawno nieremontowanych garaży, które nie są przystosowane do gabarytów współczesnych wozów bojowych.

- Wielkim wsparciem jest dla nas radny Mieczysław Zieliński, który dba o interesy straży w gminie – mówi naczelnik. - Burmistrz Arkadiusz Kosiński obiecał, że w 2013 r. zostanie wykonany projekt modernizacji garaży, zaś w roku następnym będą przeprowadzone prace remontowe.

Choć OSP w Żółwinie może w ciągu pięciu minut od włączenia syreny wyprawić do akcji gaśniczej co najmniej jedną jednostkę (wóz bojowy i sześciu strażaków), to nowi strażacy są mile widziani. Jak zostać strażakiem? Wystarczy napisać podanie do OSP i przejść kurs podstawowy organizowany przez Państwową Straż Pożarną w Pruszkowie.

- Potrzeba nam nowych druhów, młodych ludzi gotowych do akcji, bo tradycja OSP nie może umrzeć – mówi Jarosław Prusak.
Krzysztof Pilawski

DRUH OWCZAREK

Spokojny i zrównoważony, pełen zapału i ofiarności dla idei pożarnictwa, pełen inicjatywy i umiejętności wprowadzania w życie swoich zamiarów. Potrafił w okresie zaledwie trzechletnim tak pobudzić do współpracy ludność wsi, że poszli mu gremialnie na rękę i wspólnie i chętnie pozwolili użyć siebie do organizacji 2 drużyn OSP w Wyczółkach i Budkach-Piaseckich. Oprócz wyszkolenia fachowego potrafił wzbudzić poczucie wśród podwładnych, wysokie zrozumienie zadań i honoru strażaka. Niezależnie od tego, pragnąc zdobyć jak najwięcej wiedzy fachowej, ukończył chlubnie 8-dniowy kurs dla oficerów i 2-dniowy sędziowsko-pożarniczy. Uznając druha Owczarka jako jednostkę bardzo intelektualną i pożądaną w pracy na szerszym horyzoncie, powołano go na stanowisko sekretarza – członka Zarządu Związku Okręgowej Straży Pożarnej, a następnie – na naczelnika rejonu i sędziego konkursowego.

Zaloguj
Google+